Main menu:

Wyszukaj

Kategorie

Archiwum

¡Viva el mercado!

Uwielbiam gospodarkę rynkową. Naprawdę. Uwielbiam to, że człowiek jest w stanie sprowadzić do poziomu produktu praktycznie wszystko, co posiada i z czym ma do czynienia. Ciało, duszę, ideologię, religię. “Ale stary, co w tym takiego dobrego?” – zapytacie. Otóż popkulturalna warstwa, która wyłania się wszędzie tam gdzie stosunki gospodarcze ulegają liberalizacji, jest w stanie zneutralizować pierwotny przekaz dowolnego symbolu. Może też nadać mu znaczenie zupełnie nowe, a wszystko to z całą mocą marketingowej, bardzo twórczej przecież, machiny.

Weźmy takiego Che Guevarę. Przez jednych kochany, przez innych znienawidzony. Rewolucjonista, komunista, przyjaciel (a raczej bliski towarzysz) Fidela Castro, bojownik o sprawę tych i owych. Dziś znany jest przede wszystkim z tego wizerunku:
Che Guevara
Che pojawia się wszędzie. Ozdabia koszulki i kubki, można nim sobie przyozdobić nawet telefon komórkowy. Czy jednak ludzie, którzy afiszują się z wizerunkiem Che, wiedzą o nim więcej ponad to, że żył i że jest już popkulturowym symbolem? Nie sądzę. Niektórzy być może dowiedzieli się, że jeździł na motorze i był cholernie pociągający. Nie zmienia to jednak faktu, że dla przytłaczającej większości odbiorców z komunisty i, jak by nie patrzeć, słodkiego ale drania, pozostał tylko obrazek. Obrazek, który nie niesie już ze sobą żadnego ideologicznego przekazu, choć niektórzy nadal traktują go bardzo poważnie.

Rynek bowiem potrafi nie tylko oderwać symbol od symboliki. Językiem rynku można daną ideologię obśmiać, promując inną, przeciwną, co też przytrafiło się obrońcom proletariatu. Można też zniekształcić sam symbol tak, by odwrócić jego przekaz, jednocześnie kpiąc z tego, co zostało zniekształcone. Każdy światopogląd, każda ideologia może odnaleźć się w kapitalistycznym świecie jeśli tylko znajdzie oddanych wyznawców. Kochacie Chrystusa? Kupcie DVD albo plakat. Wyznajecie kult Maryji zawsze dziewicy? Dostarczymy figurkę. Z aniołkami w zestawie. A może irytuje Was cała ta obrzędowość? Nie ma problemu, Chrystus to także gwiazdor i możecie go mieć w w dowolnej wersji o jakiej tylko zamarzycie. Oddajmy zresztą głos Judaszowi:

Every time I look at you I don’t understand
Why you let the things you did get so out of hand.
You’d have managed better if you’d had it planned.
Why’d you choose such a backward time in such a strange land?
If you’d come today you could have reached a whole nation.
Israel in 4 BC had no mass communication.
Don’t you get me wrong.
I only want to know.

W kapitalizmie bowiem sprzedać można nawet ideę buntu przeciwko kapitalizmowi. Można stworzyć chwytliwe logo wyrażające sprzeciw wobec tworzenia logo. Ba, można napisać o tym książkę i wydać ją przy użyciu krytykowanego przez siebie mechanizmu. Gdy robi się to inteligentnie, można nie tylko pociągnąć za sobą tłumy ale i zmusić te tłumy do myślenia, choćby atakując show business za pomocą prawidłowości i produktów nim rządzących.

Czy zatem nie ma ucieczki? Czy kapitalizm pochłania, mieli i wypluwa zniekształconą wersję wszystkiego czego się dotknie? I tak i nie. Z jednej strony produktem można uczynić wszystko, czego tylko inni potrzebują lub co ich bawi. Z drugiej strony, pytanie o ucieczkę jest po prostu źle zadane. Gospodarka rynkowa to sposób wyrazu. Swoboda rozpoczynania, kształtowania i zrywania współpracy. Tylko tyle i aż tyle. Daje możliwość wypowiedzenia się na dowolny temat w dowolny sposób i sama dostarcza do tego środki. W jakim innym systemie publikowanie, wydawanie i rozpowszechnianie jest tak proste, tanie i tak łatwo dostępne? Czy jakikolwiek inny sposób produkcji i dystrybucji dóbr i usług daje możliwość tak swobodnego kształtowania i promowania własnego wizerunku i przekonań?

Ostatecznie rynek w całej swej różnorodności to prawdziwy pluralizm gustów i demokracja portfeli. Wydając pieniądze, oddajemy głos. Gotówka, czek czy karta kredytowa? Karta. Wziut, PIN, zatwierdź, dziękuję. Właśnie oddał pan głos na swoich reprezentantów. Tym razem będą to firmy Coca-Cola, Shell i Żywiec. Jutro być może Abercrombie & Fitch, Unilever lub Adidas. W ten sam sposób jednak wspierać można ruchy ideologiczne i światopoglądowe, które odpowiadają wizji wspierającego. Możecie kupić fajny telewizor albo wpłacić niewielką kwotę na wybraną fundację. Przy odpowiednio grubym portfelu da się nawet w stopniu znaczącym kształtować rzeczywistość.

W odróżnieniu od demokracji politycznej jednak, rynek daje możliwość przeniesienie prawa głosu na innych. Wystarczy podarowane przez rodziców kieszonkowe, by w całej tej zabawie uczestniczyć od najmłodszych lat. Najważniejsze jednak jest to, że nasi reprezentanci są nasi tylko do momentu, gdy ich oferta nam odpowiada. Jako obywatele rynku z prawem do głosu możemy marudzić do woli i nie musimy się obawiać, że władza zostanie nam narzucona. W końcu to, że pan Czesław jeździ Fordem nie oznacza, że my nie możemy jeździć Toyotą, nawet jeśli Czesławów jest więcej niż nas. Gdy jednak Czesławowie odpowiednio licznie zagłosują na partię jednego seks-skandalu, my również będziemy tej partii podlegać. Ot, różnica pomiędzy demokracją rynku, a demokracją polityki.

I to właśnie są niektóre powody, dla których jestem wielkim fanem całego tego komercyjnego bajzlu.

Komentarze

Komentarz od Michel
Kiedy: 10 stycznia, 2007, 5:02

Cześć.
Drobne uwagi do tekstu: litrówka “odnaleźć się w kapitalisTycznym świecie”, w “kapitalizmie” nie używa się “ź”. Poza tym tekst (jak i inne) do przeczytania z przyjemnością, pewne oczywistości można wybaczyć — w końcu to blog ;-)
Pozdrawiam i będę zaglądał,
Michał Koziara

Komentarz od Michał Gancarski
Kiedy: 11 stycznia, 2007, 5:53

Dziękuję, już poprawione. Będę się starał pisać coraz lepiej i ciekawiej :-) Z oczywistości chyba nie zrezygnuję, bo zależy mi na tym, by jakieś korzyści z tego bloga wyciągnęli także ludzie, którzy nie są zainteresowani ekonomią jako taką. Będę rozdzielał elementy przystępne i bardziej techniczne, gdy te już się pojawią.

Komentarz od michau
Kiedy: 14 stycznia, 2007, 0:11

Co to za gadanie, że pan prezes Ernesto Guevara był komunistą? Myślę, że byłby bardzo zadowolony ze swojej komercyjnej popularności wśród kapitalistów, w końcu są w archiwach podpisane przez niego dokumenty pokazujące, że wspierał kapitalistyczne narzędzia do tworzenia nierówności materialnych w społeczeństwie: http://tinyurl.com/ycce76

Skomentuj wpis