Main menu:

Wyszukaj

Kategorie

Archiwum

Pozorna obniżka

“Jest obniżka składki rentowej”

Składka rentowa zostanie obniżona łącznie o 7 pkt. proc. - zdecydował Sejm, nowelizując ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych.


Powinienem klaskać z zadowoleniem w trakcie tańca nad wielkim wykresem krzywej Laffera. Nie mogę się jednak do tego zmusić.

Jako wieczny malkontent nie mogę nie zauważyć, że obniżek powinno się dokonywać przede wszystkim wtedy, gdy gospodarka zwalnia, a nie gdy pędzi do przodu. To właśnie w gorszym momencie niezbędna jest jej chwila oddechu przed kolejnym skokiem do przodu.

7 p.p. to niby dużo ale czy ma jakieś znaczenie dla ogólnego poziomu obciążeń fiskalnych? (Za takie uznaję także wszystko to, co jest nazwane składką, abonamentem, opłatą, znaczkiem, a co tak naprawdę posiada wszelkie cechy podatku.) Nie sądzę. Przy kształcie obecnej koalicji rządzącej nie ma bowiem mowy o jakichś większych cięciach budżetowych, a bez nich nie będzie obniżki łącznej sumy, którą państwo zeche ściągnąć w formie podatków. Andrzej Lepper (będę to powtarzał do znudzenia, dla mnie jego partia to zgromadzenie pospolitych przestępców) i reszta tałatajstwa nie dopuści do likwidacji stanowisk dla rodzin, kumpli, rodzin kumpli i kumpli rodzin.

MinFin przeprowadziło analizę kosztów:

Według danych Ministerstwa Finansów, obniżka składki rentowej ma kosztować łącznie ok. 20 mld zł, w tym ok. 3,5 mld zł w 2007 r.

20 mld mniej w budżecie? Przecież jakoś będą musieli to zapchać. Częściowo sprawę załatwił już tzw. podatek Religi, czyli pomysł, by wszelkie ofiary wypadków drogowych otrzymywały leczenie finansowane z polis OC kierowców. Oczywiście podniesione zostaną stawki ubezpieczeń, można więc mówić o podatku nałożonym na nieszczęsnych posiadaczy pojazdów zmechanizowanych. Całość zasili kasę NFZ, więc system publicznej opieki społecznej i tak się naje.

Skoro statystycznie nie przybędzie nam w portfelach, a nie ma takiej możliwości jeśli rząd nadal będzie wydawał tyle ile wydaje, to obciążenia zostaną przesunięte z pracy na jakiś fragment konsumpcji lub ukryte gdzieś po stronie pracodawców. Jakiś towar wpadnie w wyższą stawkę VATu, skarbówka zaostrzy kontrole, być może któraś z akcyz zostanie podniesiona. Może pojawić się kolejny parapodatek, coś się zmajstruje przy państwowych emeryturach, któraś z podatkowych ulg zostanie zlikwidowana albo nie będzie można odliczyć kolejnej części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Wystarczy zmienić interpretację przepisu.

Czy jednak ewentualna zmiana struktury obciążeń może być korzystna? Może ale tylko wtedy gdy polski fiskus w mniejszym stopniu opodatkowywać będzie produkcję, za to silniej przyciśnie transakcje związane z dobrami konsumpcyjnymi. Byłaby to zresztą bardzo sprytna metoda na dodatkowe wpływy do budżetu, bo konsumpcja z pewnością nasili się w wyniku podwyżek wynagrodzeń netto. Tak czy inaczej nigdy nie będziemy w stanie skonsumować więcej niż wyprodukujemy, dobrze więc byłoby nie psuć mechanizmu, który produkcją się zajmuje. Doskonałym uzupełnieniem obniżki składki rentowej byłoby zmniejszenie stawki podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki), co zachęciłoby Polaków do większych oszczędności i aktywnego inwestowania części tego, co pojawi się w ich portfelach. Na to już jednak nie liczę.

Skomentuj wpis