Main menu:

Wyszukaj

Kategorie

Archiwum

Nic, co darmowe, nie może być dobre czyli płacę i wymagam

„Nic, co darmowe, nie może być dobre”, powiedział ktoś, przybierając mądry wyraz twarzy. Zapomniał jedynie wyjaśnić, o co mu właściwie chodziło.

To dość popularne stwierdzenie oznacza zazwyczaj, że za produkt dobrej jakości trzeba odpowiednio zapłacić i że wybór ten ostatecznie się opłaci. W końcu, jak mawiają ludzie bogaci, nie wszystkich stać na kupowanie rzeczy tanich, czyli w powszechnej świadomości takich, do których potem trzeba będzie dopłacić poświęconym czasem, nerwami i dodatkowymi pieniędzmi. Produkty tańsze są w domyśle bardziej awaryjne i dają mniej satysfakcji z ich użytkowania.

Jeśli jednak podejść do sprawy w sposób ścisły to okazuje się, że nasze powiedzenie trzeba obwarować wieloma zastrzeżeniami. Bo cóż to znaczy „darmowe”? Wiadomym jest, że nie istnieje rzecz, której wytworzenie nie wiąże się z kosztami. Pomijam tu tak zwane dobra wolne, jak powietrze czy energia słoneczna. Ich darmowość jest względna, a korzystanie z nich wymaga w większości przypadków jakiejś maszynerii wyprodukowanej przez człowieka.

Zostaje nam więc tylko interpretacja intuicyjna, która mówi, że za jakieś dobro lub usługę nie trzeba będzie producentowi płacić, niezależnie od ilości zasobów jakie poświęcił na dostarczenie nam finalnego produktu. Okazuje się jednak, że można znaleźć wiele produktów doskonałej jakości, które same z siebie udostępniane są bezpłatnie. Od razu nasuwa się tutaj cała rodzina dystrybucji systemu operacyjnego Linux. Innym przykładem są niektóre wytwory kultury, udostępniane na warunkach jednej z licencji sformułowanych przez organizację Creative Commons. Waszej uwadze szczególnie polecam „Accelerando” Charlesa Strossa, znakomitą postcyberpunkową powieść, która nominowana została do prestiżowej nagrody Hugo.

Żyć z rozdawnictwa jednak się nie da. Na czym zarabiają więc organizacje i firmy, które nie wymagają bezpośredniej płatności za swój produkt? W przypadku oprogramowania zazwyczaj można wykupić pakiety, które upoważniają do otrzymywaniania pomocy technicznej. Można też zamówić płatne wdrożenie systemu informatycznego lub też wykupić licencję na wersję o poszerzonym zestawie opcji. Sprzedaje się więc „otoczkę”, co dla wielu firm jest bardzo dobrym wyborem, gdyż zapewnia nie tylko możliwość korzystania z dobrej jakości rozwiązań ale i wsparcie w przypadku wystąpienia jakichś problemów z oprogramowaniem. Taką właśnie ofertę posiada firma SugarCRM Inc., twórca bardzo dobrego systemu do wspomagania zarządzania relacjami z klientami czy Red Hat, Inc., który stworzył całą rodzinę systemów operacyjnych klasy enterprise, opierając je na własnej dystrybucji Linuksa.

Nie jest więc tak, że darmowe zawsze oznacza kiepskie. Gwałtowny rozwój techniki sprawił, że wokół procederu rozdawnictwa wyrosły zupełnie nowe modele prowadzenia biznesu. Skoro jednak za coś tam płacimy, choćby była to tylko pomoc techniczna, to wartałoby rozprawić się z kolejnym popularnym stwierdzeniem, czyli…

Płacę i wymagam!

No właśnie. Zazwyczaj wiemy ile płacimy. Jeśli podpisaliśmy z drugą stroną transakcji odpowiednią umowę, bądź też jeśli transakcja regulowana jest przez obowiązujące normy prawne, to wiemy też czego możemy za przekazaną kwotę wymagać. Kapitalizm to w końcu suma dobrowolnych porozumień, zawierających jasno określone i, w wersji idealnej, zawsze wypełniane zobowiązania. Oznacza to jednak, że „płacę i wymagam” ma swoje limity, po przekroczeniu których „wymagam” traci moc.

Konkurujące o pieniądze konsumentów firmy zazwyczaj robią bardzo dużo by ich do siebie przyciągnąć, a potem jak najmocniej ze sobą związać. Utrzymanie istniejącego klienta bywa bowiem kilkukrotnie tańsze niż pozyskanie nowego. Jednak nawet dla stałych partnerów nie robi się wszystkiego. Istnieje granica poniesionych kosztów, za którą kontynuowanie współpracy przestaje być opłacalne, nawet patrząc z perspektywy korzyści długookresowych.

Dobrze jest więc czasem zastanowić się czy jako konsumenci możemy wszystko i czy wszystko czego żądamy rzeczywiście nam się należy. Ostatnie 17 lat gospodarczego rozwoju zmieniło Polskę nie do poznania. Nie jesteśmy już petentami, nie kupujemy octu w mięsnym, nie zapisujemy się na Fiaty 126p i nie otrzymujemy baleronu spod lady od zaprzyjaźnionej, czy raczej przekupionej, ekspedientki. Banany nie są już luksusem, czego na dobre dokonać nie potrafił nawet towarzysz Gierek, prawdziwy przyjaciel ludu pracującego miast i wsi, zadłużający swój kraj szybciej niż Kate Moss wciąga działkę kokainy.

Pomimo tak radykalnego przeobrażenia jedno nie uległo zmianie; po drugiej stronie, za sklepową kasą, za pulpitem w butiku czy za biurkiem w kancelarii adwokackiej nadal znajduje się człowiek. Człowiek, który gotów jest zrobić wiele by jego klient był zadowolony, niemniej ma swoją granicę wytrzymałości. To nie jest nasz poddany, choć stara się nam służyć najlepiej jak potrafi. Może więc czasem lepiej jest zdjąć z twarzy maskę buca, któremu wszystko się należy i po prostu wyrozumiale się uśmiechnąć? :-)

Komentarze

Komentarz od sans merci
Kiedy: 21 stycznia, 2007, 0:58

See the little faggot with the earring and the makeup
Yeah buddy thats his own hair
That little faggot got his own jet airplane
That little faggot hes a millionaire
(…)
We gotta install microwave ovens
Custom kitchen deliveries
We gotta move these refrigerators
We gotta move these colour tvs, lord

Now that aint workin thats the way you do it
You play the guitar on the mtv
That aint workin thats the way you do it
Money for nothin and your chicks for free
Money for nothin and chicks for free

Skomentuj wpis