“Przeludnienie nam nie grozi, a naturalne zasoby Ziemi mogą utrzymać znacznie więcej ludzi niż obecnie, bo jest ich coraz więcej, a nie coraz mniej”. Gdyby ktoś głosił takie poglądy w czasach kryzysu naftowego, zostałby uznany za wariata. Na całe szczęście wariat taki się znalazł, a nazywał się Julian Lincoln Simon.
Swoje poglądy Simon zawarł w “Najważniejszym zasobie” (”The Ultimate Resource”) - książce, która zrewolucjonizowała myślenie o roli człowieka w przyrodzie i o ewentualnym końcu naturalnego bogactwa. Gdyby zinterpretować jej treść, a wynik tej interpretacji streścić do kilku punktów, brzmiałyby one mniej więcej tak: