<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Dobra emigracja, czyli punkty odniesienia</title>
	<atom:link href="http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/</link>
	<description>O rzadkości zasobów i o tym jak sobie z nią radzimy</description>
	<lastBuildDate>Sat, 23 Aug 2008 22:49:46 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: Michał Gancarski</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-57</link>
		<dc:creator>Michał Gancarski</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 Jan 2008 15:11:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-57</guid>
		<description>&quot;(...)
A co do samej emigracji - pisałeś, że poznani przez Ciebie emigranci nie mają po co wracać. Na szczęście jest też i odwrotna sytuacja. Mi już raczej nie chce się wynieść tam - zarobki porównywalne a możliwości i wyzwania zawodowe oraz niespodzianki są w naszym kraju nieporównywalnie większe.
(...)&quot;

To już zależy od modelu jaki Ci bardziej odpowiada. Wiadomo - młodszy kapitalizm to większe pole do popisu dla osób z przedsiębiorczą duszą, choć też nie do końca (ciekawe jak jest w UK z pozyskiwaniem finansowania z funduszy VC/PE). Z drugiej strony dla lekarza czy architekta praca w roli dobrze opłacanego specjalisty to kusząca perspektywa. Liczą się też inne czynniki - ludzie, ustrój polityczny, ogólna jakość życia. Dużą szansą dla Polski są z pewnością osoby, które mogłyby chcieć wrócić i wykorzystać tu zdobyte za granicą doświadczenie. Co jednak z tego, skoro wrócą do tego samego grajdołu, z którego wyjechali? Ten kraj ma nieprzerwane problemy ze wykorzystaniem swojego potencjału. Przecież Polacy za granicą to olbrzymi kapitał ludzki, zyskujący na jakości i gotowy do użycia.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>"(...)<br />
A co do samej emigracji - pisałeś, że poznani przez Ciebie emigranci nie mają po co wracać. Na szczęście jest też i odwrotna sytuacja. Mi już raczej nie chce się wynieść tam - zarobki porównywalne a możliwości i wyzwania zawodowe oraz niespodzianki są w naszym kraju nieporównywalnie większe.<br />
(...)"</p>
<p>To już zależy od modelu jaki Ci bardziej odpowiada. Wiadomo - młodszy kapitalizm to większe pole do popisu dla osób z przedsiębiorczą duszą, choć też nie do końca (ciekawe jak jest w UK z pozyskiwaniem finansowania z funduszy VC/PE). Z drugiej strony dla lekarza czy architekta praca w roli dobrze opłacanego specjalisty to kusząca perspektywa. Liczą się też inne czynniki - ludzie, ustrój polityczny, ogólna jakość życia. Dużą szansą dla Polski są z pewnością osoby, które mogłyby chcieć wrócić i wykorzystać tu zdobyte za granicą doświadczenie. Co jednak z tego, skoro wrócą do tego samego grajdołu, z którego wyjechali? Ten kraj ma nieprzerwane problemy ze wykorzystaniem swojego potencjału. Przecież Polacy za granicą to olbrzymi kapitał ludzki, zyskujący na jakości i gotowy do użycia.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Przemek</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-56</link>
		<dc:creator>Przemek</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 Jan 2008 14:59:14 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-56</guid>
		<description>Co do &quot;kwantów&quot; - to raczej nie są u nas potrzebni (może poza ubezpieczeniami). Działka, którą się zajmują jest centralizowana stąd raczej ściąga się ich do City.
A co do samej emigracji - pisałeś, że poznani przez Ciebie emigranci nie mają po co wracać. Na szczęście jest też i odwrotna sytuacja. Mi już raczej nie chce się wynieść tam - zarobki porównywalne a możliwości i wyzwania zawodowe oraz niespodzianki są w naszym kraju nieporównywalnie większe. Tam już zostajesz (nawet na wyższym szczeblu) trybikiem w dobrze działającej maszynie - tu masz szanse zrobić coś po swojemu.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co do "kwantów" - to raczej nie są u nas potrzebni (może poza ubezpieczeniami). Działka, którą się zajmują jest centralizowana stąd raczej ściąga się ich do City.<br />
A co do samej emigracji - pisałeś, że poznani przez Ciebie emigranci nie mają po co wracać. Na szczęście jest też i odwrotna sytuacja. Mi już raczej nie chce się wynieść tam - zarobki porównywalne a możliwości i wyzwania zawodowe oraz niespodzianki są w naszym kraju nieporównywalnie większe. Tam już zostajesz (nawet na wyższym szczeblu) trybikiem w dobrze działającej maszynie - tu masz szanse zrobić coś po swojemu.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Michał Gancarski</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-55</link>
		<dc:creator>Michał Gancarski</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 15 Jan 2008 12:15:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-55</guid>
		<description>OK, dzięki wielkie. Z jednej strony optymistycznie (są jakieś ruchy oddolne) z drugiej okazuje się, że instytucja mająca odpolitycznić system przyznawania pieniędzy nie do końca jest odpolityczniona. Nie jest to aż takie dziwne; jeśli pieniądz nie jest prywatny, to sposób jego wydawania może być inny niż to idealistycznie zakładano. Ostateczny kształt instytucji dysponującej środkami do rozdystrybuowania jest przecież określany poprzez proces polityczny.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>OK, dzięki wielkie. Z jednej strony optymistycznie (są jakieś ruchy oddolne) z drugiej okazuje się, że instytucja mająca odpolitycznić system przyznawania pieniędzy nie do końca jest odpolityczniona. Nie jest to aż takie dziwne; jeśli pieniądz nie jest prywatny, to sposób jego wydawania może być inny niż to idealistycznie zakładano. Ostateczny kształt instytucji dysponującej środkami do rozdystrybuowania jest przecież określany poprzez proces polityczny.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: softmat</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-54</link>
		<dc:creator>softmat</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 15 Jan 2008 08:12:14 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-54</guid>
		<description>Oto odpowiedź znajomego:

&quot;Co do sytuacji naukowej w Polsce, to postaram sie napisac wkrotce cos wiecej, ale poki co krotki komentarz.

Moim zdanie jest znacznie lepiej niz przed kilku laty, ale nie ze wzgledu na zwiekszone finansowanie z budzetu (pensje stoja od kilku lat), ale na zwiekszone mozliwosci wspolpracy (wiecej programow grantowych zagranicznych i krajowych), troche wieksza otwartosc przemyslu na wspolprace itp.
Oczywiscie wiele zalezy od miejsca, szefa i ogolnej atmosfery pracy (no i od wlasnej aktywnosci).
Kilka zdan o ERC, bo tez tam skladalem proejkt (wychodzi na to ze bylem jednym z tych 50-ciu tylko skladajacych z Polski).
Niestetyt nie mam za dobrego zdania o sposobie oceniania tych projektow - nie dlatego, ze moj przepadl (moim zdaniem byl najlepszy z tych ktore do tej pory napisalem), ale dlatego, ze przepadl pomimo entuzajstycznych ocen recenzentow. System jest taki, ze oceniaja recenzenci, ale na koniec decyzje podejmuje jakis panel &quot;uczonych&quot;, ktorzy wcale nie musza sie kierowac do konca recenzajmi. I tak wiele decyzji jest narodowosciowo-politycznych - zobacz sklad paneli (tylko kilkoro Polakow i ludzi z &quot;bloku wschodneigo&quot;) i rozklad panstwowy przyznanych grantow.

Oczywiscie jest to wina nas samych (minister ), ze nie ma odpowiedneij liczby przedstawicieli w panelach, ale coz ja mam na to poradzic.

Mimo wszystko nie zrazam sie tym i probuje dalej. Bedziemy cos pisac z gosciem z Bath do FP7, mamy napisany z Norwegami do tzw. Programu Norweskiego i inne. Sa inne ciekawe granty na gruncie krajowym&quot;

No niestety nie wyjaśnia to dlaczego tak mało osób złozyło granty, chyba ze część naukowców ma podejście typu &quot;ech, po co, i tak nie przejdzie&quot;...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Oto odpowiedź znajomego:</p>
<p>"Co do sytuacji naukowej w Polsce, to postaram sie napisac wkrotce cos wiecej, ale poki co krotki komentarz.</p>
<p>Moim zdanie jest znacznie lepiej niz przed kilku laty, ale nie ze wzgledu na zwiekszone finansowanie z budzetu (pensje stoja od kilku lat), ale na zwiekszone mozliwosci wspolpracy (wiecej programow grantowych zagranicznych i krajowych), troche wieksza otwartosc przemyslu na wspolprace itp.<br />
Oczywiscie wiele zalezy od miejsca, szefa i ogolnej atmosfery pracy (no i od wlasnej aktywnosci).<br />
Kilka zdan o ERC, bo tez tam skladalem proejkt (wychodzi na to ze bylem jednym z tych 50-ciu tylko skladajacych z Polski).<br />
Niestetyt nie mam za dobrego zdania o sposobie oceniania tych projektow - nie dlatego, ze moj przepadl (moim zdaniem byl najlepszy z tych ktore do tej pory napisalem), ale dlatego, ze przepadl pomimo entuzajstycznych ocen recenzentow. System jest taki, ze oceniaja recenzenci, ale na koniec decyzje podejmuje jakis panel "uczonych", ktorzy wcale nie musza sie kierowac do konca recenzajmi. I tak wiele decyzji jest narodowosciowo-politycznych - zobacz sklad paneli (tylko kilkoro Polakow i ludzi z "bloku wschodneigo") i rozklad panstwowy przyznanych grantow.</p>
<p>Oczywiscie jest to wina nas samych (minister ), ze nie ma odpowiedneij liczby przedstawicieli w panelach, ale coz ja mam na to poradzic.</p>
<p>Mimo wszystko nie zrazam sie tym i probuje dalej. Bedziemy cos pisac z gosciem z Bath do FP7, mamy napisany z Norwegami do tzw. Programu Norweskiego i inne. Sa inne ciekawe granty na gruncie krajowym"</p>
<p>No niestety nie wyjaśnia to dlaczego tak mało osób złozyło granty, chyba ze część naukowców ma podejście typu "ech, po co, i tak nie przejdzie"...</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Michał Gancarski</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-53</link>
		<dc:creator>Michał Gancarski</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Jan 2008 11:19:54 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-53</guid>
		<description>Dzięki za rozjaśnienie. Czy mógłbyś ewentualnie podzielić się tutaj jakimiś spostrzeżeniami z listu od znajomego? Oczywiście tymi, które byłby skłonny wypowiedzieć publicznie, związanymi z tematem i nie narażającymi w żaden sposób jego anonimowości.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dzięki za rozjaśnienie. Czy mógłbyś ewentualnie podzielić się tutaj jakimiś spostrzeżeniami z listu od znajomego? Oczywiście tymi, które byłby skłonny wypowiedzieć publicznie, związanymi z tematem i nie narażającymi w żaden sposób jego anonimowości.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: softmat</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-52</link>
		<dc:creator>softmat</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Jan 2008 01:17:38 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-52</guid>
		<description>&quot;Hm, odnoszę wrażenie, że nie do końca się zrozumieliśmy, bo ja pisałem właśnie o tym, że coś blokuje rozwiązania, które proponujesz. Myślę, że firmy wolałyby mieć wsparcie całego działu badawczego uczelni niż pojedynczych pracowników działających na nie swoim sprzęcie.&quot;

Ja w sumie pisałem to samo, tylko moze jakoś pokrętnie.

To ja moze powiem jak to jest organizowane przez niektóre uczelnie na Zachodzie. Do konkretnego szefa zespołu badawczego zgłasza sie firma, która chciałaby zlecić jakieś badania.  Szef po upewnieniu się, ze badania mają sens, będą mogły zostac opublikowane, i będą dodatkiem do tego co się robi juz w zespole, spotyka się z przedstawicielem firmy i podpisują &quot;nondisclosure agreement&quot;.  W tym momencie firma opowiada o szczegółach badań jakie mają zostać przeprowadzone. Szef decyduje czy ma na to czas, pracowników itd. Zaczynają się negocjacje odnośnie ilości pieniędzy potrzebnych na badania lub na zatrudnienie nowego pracownika, co w przypadku tych uniwerków na kótrych pracowałem oznacza zatrudnienie doktoranta. Jak wszsytko jest ustalone, szef wysyła papiery do administracji uczelni, która przekłada to prorektorowi zajmującemu się kontaktami z biznesem. Tam następuje cała seria negocjacji odnośnie IP, publikacji, NDA, raportowania, RA i innych. Te negocjacje są dosyć trudne dla kogoś kto nie mial z takimi rzeczami do czynienia. Od tego sa fachowcy od IP, ekonomiści itd. Po otrzymaniu pozytywnej opinii i podpisania kontraktu szef moze zacząć szukać pracownika lub oddelegowuje kogoś innego, o ile badania są związane z tematyką pracy doktorskiej tej osoby.


&quot;Jeśli chodzi o zarządzanie - może zamiast myśleć o uczelniach w kategoriach dużych firm państwowych należałoby raczej zastanowić się, czy nie powinny być dużymi firmami prywatnymi?&quot;

Powinny. I to bez zadnych zwolnień z podatków itp. I bez przywilejów. Ale pytanie ile byłoby roboty odnośnie zmian w ustawach?  Obawiam się, ze opór środowiska będzie tak duzy, ze te 4 lata pomiędzy wyborami to za mało. Ale się nie znam. Wczoraj wysłałem list do znajomego pracującego na UJ.  Poniewaz pracował tez na uczelniach poza Polską, ciekawy jestem co ma do powiedzenia.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>"Hm, odnoszę wrażenie, że nie do końca się zrozumieliśmy, bo ja pisałem właśnie o tym, że coś blokuje rozwiązania, które proponujesz. Myślę, że firmy wolałyby mieć wsparcie całego działu badawczego uczelni niż pojedynczych pracowników działających na nie swoim sprzęcie."</p>
<p>Ja w sumie pisałem to samo, tylko moze jakoś pokrętnie.</p>
<p>To ja moze powiem jak to jest organizowane przez niektóre uczelnie na Zachodzie. Do konkretnego szefa zespołu badawczego zgłasza sie firma, która chciałaby zlecić jakieś badania.  Szef po upewnieniu się, ze badania mają sens, będą mogły zostac opublikowane, i będą dodatkiem do tego co się robi juz w zespole, spotyka się z przedstawicielem firmy i podpisują "nondisclosure agreement".  W tym momencie firma opowiada o szczegółach badań jakie mają zostać przeprowadzone. Szef decyduje czy ma na to czas, pracowników itd. Zaczynają się negocjacje odnośnie ilości pieniędzy potrzebnych na badania lub na zatrudnienie nowego pracownika, co w przypadku tych uniwerków na kótrych pracowałem oznacza zatrudnienie doktoranta. Jak wszsytko jest ustalone, szef wysyła papiery do administracji uczelni, która przekłada to prorektorowi zajmującemu się kontaktami z biznesem. Tam następuje cała seria negocjacji odnośnie IP, publikacji, NDA, raportowania, RA i innych. Te negocjacje są dosyć trudne dla kogoś kto nie mial z takimi rzeczami do czynienia. Od tego sa fachowcy od IP, ekonomiści itd. Po otrzymaniu pozytywnej opinii i podpisania kontraktu szef moze zacząć szukać pracownika lub oddelegowuje kogoś innego, o ile badania są związane z tematyką pracy doktorskiej tej osoby.</p>
<p>"Jeśli chodzi o zarządzanie - może zamiast myśleć o uczelniach w kategoriach dużych firm państwowych należałoby raczej zastanowić się, czy nie powinny być dużymi firmami prywatnymi?"</p>
<p>Powinny. I to bez zadnych zwolnień z podatków itp. I bez przywilejów. Ale pytanie ile byłoby roboty odnośnie zmian w ustawach?  Obawiam się, ze opór środowiska będzie tak duzy, ze te 4 lata pomiędzy wyborami to za mało. Ale się nie znam. Wczoraj wysłałem list do znajomego pracującego na UJ.  Poniewaz pracował tez na uczelniach poza Polską, ciekawy jestem co ma do powiedzenia.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Michał Gancarski</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-51</link>
		<dc:creator>Michał Gancarski</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Jan 2008 22:05:23 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-51</guid>
		<description>Hm, odnoszę wrażenie, że nie do końca się zrozumieliśmy, bo ja pisałem właśnie o tym, że coś blokuje rozwiązania, które proponujesz. Myślę, że firmy wolałyby mieć wsparcie całego działu badawczego uczelni niż pojedynczych pracowników działających na nie swoim sprzęcie.

Jeśli chodzi o zarządzanie - może zamiast myśleć o uczelniach w kategoriach dużych firm państwowych należałoby raczej zastanowić się, czy nie powinny być dużymi firmami prywatnymi? System finansowania studiów dałoby się dostosować do takiego modelu. Nie wiem jaki dokładnie status mają teraz uczelnie państwowe ale przekształcenie ich w spółki prawa handlowego byłoby jakimś startem. Tak jak to robi się ze szpitalami.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Hm, odnoszę wrażenie, że nie do końca się zrozumieliśmy, bo ja pisałem właśnie o tym, że coś blokuje rozwiązania, które proponujesz. Myślę, że firmy wolałyby mieć wsparcie całego działu badawczego uczelni niż pojedynczych pracowników działających na nie swoim sprzęcie.</p>
<p>Jeśli chodzi o zarządzanie - może zamiast myśleć o uczelniach w kategoriach dużych firm państwowych należałoby raczej zastanowić się, czy nie powinny być dużymi firmami prywatnymi? System finansowania studiów dałoby się dostosować do takiego modelu. Nie wiem jaki dokładnie status mają teraz uczelnie państwowe ale przekształcenie ich w spółki prawa handlowego byłoby jakimś startem. Tak jak to robi się ze szpitalami.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: softmat</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-50</link>
		<dc:creator>softmat</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Jan 2008 01:58:13 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-50</guid>
		<description>Moim zdaniem podaz jest naprawdę duza. Z tym nie ma zadnego problemu. I to nie tylko w przypadku inzynierii materiałowej, ale  dotyczy to tez informatyki, biotechnologii, chemii, budownictwa lądowego i morskiego, i wielu innych.

&quot;Powinna się jednak rozwijać znacznie lepiej, na co dowodem są wspomniane prywatne zlecenia dla konkretnych pracowników.&quot;

No właśnie ja tak nie uwazam. To powinno być załatawiane przez &quot;górę&quot; uczelni. To uczelnia wypłacałaby pensje pracownikom, a pieniądze otrzymane od firmy przeznaczałaby tylko i wyłącznie na badania, czyli do kasy zespołu badawczego. Wynagrodzenie dla pracownika, któremu by taki kontrakt udało się załatwić, wzrosłoby porprzez wysokie bonusy na koniec roku. W ten sposób i wilk syty i owca cała. Firmy mają z kim podpisywać kontrakty bez potrzeby proszenia kogoś o zrobienie czegoś na boku. Pracownicy poprzez bonusy są motywowani do nawiązywania kontaktów z firmami. Wreszcie cała grupa badawcza otrzymuje część kasy na niektóre wydatki np. na technika obsługującego maszynę, odczynniki, materiały biurowe, moze jakiś soft potrzebny do analizy danych itd. Zmusi to tez MZ sefów zespołów badawczych do motywowania swoich zdolnych pracowników. W końcu wyniki pracy będzie mozna opublikować, a to z kolei podnosi prestiz grupy, łatwiej jest o granty itd.

&quot;Pojawiłyby się naciski na zróżnicowanie płac w światku akademickim tak, by osoby przynoszące uczelniom większe profity z tytułu współpracy z biznesem były zachęcone do dalszej pracy także finansowo.&quot;

Podobne do tego co napisałem wyzej.

&quot;Bliższy kontakt gospodarki z uczelniami owocowałby po prostu tym, że mechanizmy rynkowe zaczęłyby przenikać przez ściany katedr, naruszając spokój i równowagę dotychczasowego systemu.&quot;

Ok, ale jak nie będzie dobrego zarządcy to nic z tego nie wyjdzie, bo wystarczy, ze szef zespołu świstka nie podpisze (bo ma to gdzieś, bo się boi o posadę, bo chce mieć natychmiastowy zysk w gotówce). Tu gdzie pracuję, jeśli  okazało by się, ze instytut starcił kontrakt z firmą przez takie zachowanie, to taki pracownik starciłby pracę w kilka godzin, z banem do końca zycia dla pracy w jakiejkolwiek firmie państwowej. Wysokie stołki na uczelnaich powinny być zajmowane przez doświadczonych ekonomistów, z wysokimi pensjami, gdzieś na poziomie prezesów duzych firm państwowych.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Moim zdaniem podaz jest naprawdę duza. Z tym nie ma zadnego problemu. I to nie tylko w przypadku inzynierii materiałowej, ale  dotyczy to tez informatyki, biotechnologii, chemii, budownictwa lądowego i morskiego, i wielu innych.</p>
<p>"Powinna się jednak rozwijać znacznie lepiej, na co dowodem są wspomniane prywatne zlecenia dla konkretnych pracowników."</p>
<p>No właśnie ja tak nie uwazam. To powinno być załatawiane przez "górę" uczelni. To uczelnia wypłacałaby pensje pracownikom, a pieniądze otrzymane od firmy przeznaczałaby tylko i wyłącznie na badania, czyli do kasy zespołu badawczego. Wynagrodzenie dla pracownika, któremu by taki kontrakt udało się załatwić, wzrosłoby porprzez wysokie bonusy na koniec roku. W ten sposób i wilk syty i owca cała. Firmy mają z kim podpisywać kontrakty bez potrzeby proszenia kogoś o zrobienie czegoś na boku. Pracownicy poprzez bonusy są motywowani do nawiązywania kontaktów z firmami. Wreszcie cała grupa badawcza otrzymuje część kasy na niektóre wydatki np. na technika obsługującego maszynę, odczynniki, materiały biurowe, moze jakiś soft potrzebny do analizy danych itd. Zmusi to tez MZ sefów zespołów badawczych do motywowania swoich zdolnych pracowników. W końcu wyniki pracy będzie mozna opublikować, a to z kolei podnosi prestiz grupy, łatwiej jest o granty itd.</p>
<p>"Pojawiłyby się naciski na zróżnicowanie płac w światku akademickim tak, by osoby przynoszące uczelniom większe profity z tytułu współpracy z biznesem były zachęcone do dalszej pracy także finansowo."</p>
<p>Podobne do tego co napisałem wyzej.</p>
<p>"Bliższy kontakt gospodarki z uczelniami owocowałby po prostu tym, że mechanizmy rynkowe zaczęłyby przenikać przez ściany katedr, naruszając spokój i równowagę dotychczasowego systemu."</p>
<p>Ok, ale jak nie będzie dobrego zarządcy to nic z tego nie wyjdzie, bo wystarczy, ze szef zespołu świstka nie podpisze (bo ma to gdzieś, bo się boi o posadę, bo chce mieć natychmiastowy zysk w gotówce). Tu gdzie pracuję, jeśli  okazało by się, ze instytut starcił kontrakt z firmą przez takie zachowanie, to taki pracownik starciłby pracę w kilka godzin, z banem do końca zycia dla pracy w jakiejkolwiek firmie państwowej. Wysokie stołki na uczelnaich powinny być zajmowane przez doświadczonych ekonomistów, z wysokimi pensjami, gdzieś na poziomie prezesów duzych firm państwowych.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Michał Gancarski</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-49</link>
		<dc:creator>Michał Gancarski</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Jan 2008 14:00:15 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-49</guid>
		<description>No właśnie, mówisz więc o zleceniach wykonywanych prywatnie przez naukowców, a nie przez uczelnie, choć często na uczelnianym sprzęcie. Myślę, że trafiliśmy w sedno, bo zjawisko to jest paradoksalnie pozytywnym objawem.

Jeśli firmy zgłaszają zapotrzebowanie na usługi osób z dorobkiem akademickim, a jednocześnie po stronie podaży kadra naukowa potrafi te zlecenia wykonywać i to w dziedzinach, jak mi się wydaje, sprzęto- i kapitałochłonnych, takich jak inżynieria materiałowa, to znaczy że istnieje wyposażenie, które do pewnego stopnia umożliwia współpracę pomiędzy biznesem i uczelniami przy badaniach i rozwoju.

Problemem muszą być więć rozwiązania instytucjonalne. Musi istnieć czynnik, który sprawia, że uczelnie jako podmioty nie przejmują tego rynku dla siebie, pozostawiając go własnym pracownikom i przymykając oko na to, że wykorzystują oni sprzęt swojego pracodawcy do prywatnych celów. Co to może być? Moim pierwszym strzałem byłby system finansowania. Większość pieniędzy uczelnie otrzymują z budżetu i z czesnego od studentów studiów zaocznych i wieczorowych. Być może łatwiej jest utrzymać się z tych środków niż próbować zarobić dodatkowo na rozwijaniu projektów badawczych dla przemysłu.

Oczywiście współpraca biznes-katedra istnieje, czego przykładem w inżynierii jest AGH albo, ogólnie, organizowane na wielu uczelniach targi pracy. Powinna się jednak rozwijać znacznie lepiej, na co dowodem są wspomniane prywatne zlecenia dla konkretnych pracowników. Nie można też nie wrócić do układów panujących na uczelniach i sposobu dochodzenia do tytułu doktora. W Polsce ktoś, kto dąży do bycia doktorem musi przeprowadzać zajęcia choćby był kiepskim wykładowcą. Nie ma wyraźnego podziału na talenty badawcze i dydaktyczne z osobnymi ścieżkami kariery naukowej. Dodatkowo, wprowadzenie ściślejszych związków z biznesem uderzyłoby w osoby przeciętne i naukowo bezpłodne, które jednak dopracowały się wygodnej posady. Prowadzenie projektów badawczych nastawionych na praktyczne rezultaty i wyniki rynkowe wiąże się z natychmiastową weryfikacją umiejętności i dorobku. Pojawiłyby się naciski na zróżnicowanie płac w światku akademickim tak, by osoby przynoszące uczelniom większe profity z tytułu współpracy z biznesem były zachęcone do dalszej pracy także finansowo.

Bliższy kontakt gospodarki z uczelniami owocowałby po prostu tym, że mechanizmy rynkowe zaczęłyby przenikać przez ściany katedr, naruszając spokój i równowagę dotychczasowego systemu.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>No właśnie, mówisz więc o zleceniach wykonywanych prywatnie przez naukowców, a nie przez uczelnie, choć często na uczelnianym sprzęcie. Myślę, że trafiliśmy w sedno, bo zjawisko to jest paradoksalnie pozytywnym objawem.</p>
<p>Jeśli firmy zgłaszają zapotrzebowanie na usługi osób z dorobkiem akademickim, a jednocześnie po stronie podaży kadra naukowa potrafi te zlecenia wykonywać i to w dziedzinach, jak mi się wydaje, sprzęto- i kapitałochłonnych, takich jak inżynieria materiałowa, to znaczy że istnieje wyposażenie, które do pewnego stopnia umożliwia współpracę pomiędzy biznesem i uczelniami przy badaniach i rozwoju.</p>
<p>Problemem muszą być więć rozwiązania instytucjonalne. Musi istnieć czynnik, który sprawia, że uczelnie jako podmioty nie przejmują tego rynku dla siebie, pozostawiając go własnym pracownikom i przymykając oko na to, że wykorzystują oni sprzęt swojego pracodawcy do prywatnych celów. Co to może być? Moim pierwszym strzałem byłby system finansowania. Większość pieniędzy uczelnie otrzymują z budżetu i z czesnego od studentów studiów zaocznych i wieczorowych. Być może łatwiej jest utrzymać się z tych środków niż próbować zarobić dodatkowo na rozwijaniu projektów badawczych dla przemysłu.</p>
<p>Oczywiście współpraca biznes-katedra istnieje, czego przykładem w inżynierii jest AGH albo, ogólnie, organizowane na wielu uczelniach targi pracy. Powinna się jednak rozwijać znacznie lepiej, na co dowodem są wspomniane prywatne zlecenia dla konkretnych pracowników. Nie można też nie wrócić do układów panujących na uczelniach i sposobu dochodzenia do tytułu doktora. W Polsce ktoś, kto dąży do bycia doktorem musi przeprowadzać zajęcia choćby był kiepskim wykładowcą. Nie ma wyraźnego podziału na talenty badawcze i dydaktyczne z osobnymi ścieżkami kariery naukowej. Dodatkowo, wprowadzenie ściślejszych związków z biznesem uderzyłoby w osoby przeciętne i naukowo bezpłodne, które jednak dopracowały się wygodnej posady. Prowadzenie projektów badawczych nastawionych na praktyczne rezultaty i wyniki rynkowe wiąże się z natychmiastową weryfikacją umiejętności i dorobku. Pojawiłyby się naciski na zróżnicowanie płac w światku akademickim tak, by osoby przynoszące uczelniom większe profity z tytułu współpracy z biznesem były zachęcone do dalszej pracy także finansowo.</p>
<p>Bliższy kontakt gospodarki z uczelniami owocowałby po prostu tym, że mechanizmy rynkowe zaczęłyby przenikać przez ściany katedr, naruszając spokój i równowagę dotychczasowego systemu.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: softmat</title>
		<link>http://michal.gancarski.com/ekonomia-obfitosci/rynek-pracy/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/comment-page-1/#comment-48</link>
		<dc:creator>softmat</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Jan 2008 13:10:16 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.economicsofplenty.com/artykuly/michal-gancarski/dobra-emigracja-czyli-punkty-odniesienia/#comment-48</guid>
		<description>&quot;Nie bezpośrednio dla pracowników, bo to nawet byłoby dość dziwne &quot;

Kiedy ja kończyłem studia, to nawet 50% pensji pracowników naukowych pochodziło właśnie z takiego źródła, z tzw. fuch.

Nie wiem jak to jest w przypadku ekonomistów, ale w przypadku naukowców na kierunkach ścisłych to zlecenia z zewnątrz mogą byc zazwyczaj wykonywane wyłącznie w ciagu dnia na uczelnianym sprzęcie. (przynajmniej jeśli chodzi o inzynierię materiałową).
Dlatego taki uprzedzony jestem.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>"Nie bezpośrednio dla pracowników, bo to nawet byłoby dość dziwne "</p>
<p>Kiedy ja kończyłem studia, to nawet 50% pensji pracowników naukowych pochodziło właśnie z takiego źródła, z tzw. fuch.</p>
<p>Nie wiem jak to jest w przypadku ekonomistów, ale w przypadku naukowców na kierunkach ścisłych to zlecenia z zewnątrz mogą byc zazwyczaj wykonywane wyłącznie w ciagu dnia na uczelnianym sprzęcie. (przynajmniej jeśli chodzi o inzynierię materiałową).<br />
Dlatego taki uprzedzony jestem.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
