Ekonomia obfitości

O rzadkości zasobów i o tym jak sobie z nią radzimy

Budżet bezrobotnego

28 grudnia 2007
Autor: Michał Gancarski
Komentarze: brak (RSS z komentarzami)

Portal Dziennik.pl opublikował tekst pt. "Każda rodzina dostanie po kilka tysięcy złotych". Autor (autorzy? autorka?) wylicza czynniki, które mają pozytywnie wpłynąć na budżet przeciętnego gospodarstwa domowego w roku 2008. Mamy więc ulgę prorodzinną, waloryzację rent i emerytur, obniżkę składki rentowej, podwyżkę płacy minimalnej, nowe zasady odliczania 1 proc. podatku dochodowego na wybrane organizacje społeczne oraz wydłużenie urlopu macierzyńskiego.

Wydaje mi się, że w artykule nieprawidłowo opisany został wpływ trzech z wymienionych czynników.

Obniżka składki rentowej

Od stycznia 11,8 mln pracowników otrzyma wyższe płace netto: część składki opłacana przez pracownika zmniejszy się o 2 proc. (zmaleje z 3,5 proc. do 1,5 proc. tzw. podstawy wymiaru). W rezultacie osoba, która do końca grudnia zarabiała np. 3 tys. zł brutto, dostawała na rękę 2085,12 zł. Od stycznia jej pensja netto będzie wyższa o prawie 50 zł i wyniesie 2134,72 zł. Zyskają także pracodawcy, spadnie bowiem opłacana przez nich część składki. Każde 1000 zł brutto pensji zatrudnionej u nich osoby będzie będzie od Nowego Roku kosztowało 20 zł mniej.

Niezależnie od zapisu w ustawie nie ma czegoś takiego jak "część składki opłacanej przez pracownika" i "część składki opłacanej przez pracodawcę". Wszelkie koszty pozapłacowe takie jak składka na ubezpieczenie społeczne, składka rentowa czy zdrowotna można traktować jako całość, formę wysokiego podatku nałożonego na pracę. Kto ponosi te koszty w rzeczywistości? Przede wszystkim pracownik i to niekoniecznie w proporocjach wskazanych przez ustawodawcę.

Pracodawcy obojętne jest jak podzieli wynagrodzenie dla swojego pracownika, niemniej nie zapłaci mu więcej niż jest on wart dla firmy. Jeśli jego praca wyceniona zostanie na 4 tys. PLN, to właścicielowi firmy bez różnicy będzie czy część z tej kwoty przeznaczy na obowiązkową składkę czy też przeznaczy na wybraną obustronnie prywatną polisę emerytalną lub medyczną. Działa to w obie strony - jeśli koszty pozapłacowe zostaną obniżone, to przestrzeń po nich wypełni ta część płacy, która zostaje w rękach pracownika.

Efekt będzie więc nieco inny niż ten opisany w artykule i płace netto będą miały tendencję do wzrostu o sumę obu obniżek składki. Pracodawcy raczej nie zyskają bo konkurencja o pracownika podbije odpowiednio wynagrodzenia netto do poziomu, który w warunkach działania zmienionego prawa utrzyma łączny koszt zatrudnienia na dotychczasowym poziomie. Pracownicy nie staną się przecież mniej wydajni co mogłoby tłumaczyć ewentualny spadek wielkości środków przeznaczanych w firmach na wynagrodzenia.

Objawią się też efekty bardziej subtelne. W rękach części podatników pozostanie pewna kwota pieniędzy, która rozdysponowana będzie, wedle ich uznania, na dodatkową konsumpcję lub inwestycje i oszczędności. Struktura produkcji dóbr i usług ulegnie więc zmianie, a co za tym idzie inny będzie też rozkład płac w gospodarce. Być może zyskają producenci telewizorów plazmowych i/lub fundusze inwestycyjne, być może więcej zarobią komisy samochodowe i biura turystyczne. W każdym razie praca związana z obsługą fragmentów gospodarki obdarzonych przez klientów dodatkowymi środkami zostanie wyceniona powyżej dotychczasowego poziomu.

Płaca minimalna

Dotychczas prawie pół miliona Polaków otrzymywało minimalne wynagrodzenie - 936 zł brutto (690 zł na rękę). Od stycznia najniższa płaca wzrośnie do 40 proc. prognozowanego wynagrodzenia przeciętnego w 2008 r. Będzie to 1126 złotych miesięcznie. Roczny budżet najtańszego pracownika wzrośnie więc o 2280 złotych. Co to oznacza dla pracodawcy? Ten zapłaci dodatkowo ok. 210 zł pozapłacowych kosztów pracy, potrzebuje więc w ciągu roku dodatkowych ponad 2500 zł na każdego pracownika.

Jeśli dany pracownik był do tej pory wart nie więcej niż 936 PLN, to nie ma powodu by twierdzić, że jego wynagrodzenie wzrośnie automatycznie do 1126 PLN. Nieuzasadniona wzrostem wydajności podwyżka o około 20% po prostu nie nastąpi, a już z pewnością nie w przypadku wszystkich zatrudnionych. Efekt podwyższenia płacy minimalnej będzie wieloraki i w wielu przypadkach niekorzystny dla osób, które miały być bezpośrednimi beneficjentami tej regulacji.

Po pierwsze, część pracowników zostanie zwolniona. Prywatne firmy nie mają zazwyczaj interesu w tym, by utrzymywać kogoś, kto nie jest w stanie zarobić na swoje stanowisko. Praktycznie każde dobro i usługę można dostarczać na różne sposoby, mieszając w rozmaity sposób ludzką pracę z dobrami kapitałowymi (maszynami, infrastrukturą teleinformatyczną itp.). Dla pracodawcy, który chce trzymać się litery prawa, a jednocześnie zatrudniał swoich pracowników za pensje niższe niż 1126 PLN, jedynym wyborem może być ograniczenie zużycia pracy i zwiększone wykorzystanie kapitału. Za przykład niech posłuży firma sprzątająca magazyny i biurowce, która zwolni część personelu po to by dla reszty zakupić wydajniejsze urządzenia i środki czyszczące. Sprzęt ciągle tanieje, w przeciwieństwie do rosnących kosztów legalnego zatrudnienia pracownika. Wybór wydaje się być więc dość oczywisty.

Po drugie, część umów o pracę zostanie w pełni lub w jakimś stopniu zepchnięta do szarej strefy, co oznacza min. nasilenie zjawiska fikcyjnego zatrudniania na ułamek etatu pracownika, który w rzeczywistości pracuje tyle ile wymagałby etat pełny. Oznacza to niestety, że wynagrodzenie ochronie prawnej podlegać będzie tylko w części. Ustne umowy zawierane w szarej strefie są trudniejsze do wyegzekwowania i wymagają pewnej inicjatywy ze strony poszkodowanego. Jeśli oszukany zostanie pracodawca (bo pracownik nie wykona do końca swoich obowiązków), to w zasadzie zostanie z kwitkiem w ręku, bo w razie czego nie będzie mógł się przyznać, że wypłacał część wynagrodzenia "pod stołem". Jeśli zaś to pracodawca będzie miał problemy z wywiązaniem się ze swojej części umowy, pracownik będzie musiał podjąć stosowną akcję, np. zwracając się do Państwowej Inspekcji Pracy.

Pozostałe efekty mogą być dość trudne do zauważenia na pierwszy rzut oka. Niektórzy producenci rozważą wyprowadzenie fragmentu działalności za granicę, podpisując umowy z dostawcami z Chin czy Indii, inni zaś dokonają outsourcingu części zadań, które do tej pory były wykonywane wewnątrz firmy, a za granicę wydelegować się ich nie da. Tutaj możemy wrócić do przykładu firmy sprzątającej, której wynajęcie może okazać się bardziej opłacalne niż utrzymanie własnej sprzątaczki, której trzeba będzie wypłacić wyższą niż do tej pory pensję.

Dłuższy urlop macierzyński

W przyszłym roku wzrosną nie tylko pensje, prawdopodobnie wydłużą się również urlopy macierzyńskie. Minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak zamierza kontynuować plany poprzedniego rządu i przedstawić w najbliższych miesiącach projekt ustawy o corocznym wydłużenia urlopu macierzyńskiego o 2 tygodnie (docelowo ma trwać 26 tygodni). Obecnie młodym mamom przysługuje 18 tygodni wolnego po pierwszym porodzie i 20 tygodni po każdym następnym.

Pozytywny efekt wydłużenia urlopu macierzyńskiego również nie jest taki oczywisty. Wszelkie regulacje utrudniające zwolnienie lub podwyższające koszty wynajęcia pracownika są przez pracodawców brane pod uwagę przy decyzjach dotyczących polityki zatrudnienia. W tym sensie urlop macierzyński postrzegany jest podobnie jak płaca minimalna. Ryzyko związane z dłuższą nieobecnością pracownicy spowoduje, że firmy mniej chętnie będą zatrudniać kobiety albo zaproponują im niższe niż do tej pory wynagrodzenia jako rekompensatę za ewentualne wydatki związane z urlopem.

Niepożądane konsekwencje

We wszystkich trzech przykładach objawia się jedna, bardzo ogólna zasada. Otóż nie można bez skutków ubocznych zmieniać struktury kosztów w gospodarce. Rynek jest mechanizmem dynamicznym, na którym setki milionów podmiotów każdego dnia decydują co kupić, co sprzedać i jak to wszystko wyprodukować. Decyzje te są ze sobą powiązane i uwzględniają wymogi narzucone poprzez regulacje rynku pracy czy obiegu gospodarczego w ogólności. Jeśli zmianie ulegnie otoczenie prawne, podmioty gospodarcze też zmienią swoje zachowanie, najczęściej w sposób, który tylko do pewnego stopnia jest przewidywalny, a dodatkowo będzie bardzo trudny do zmierzenia. Z każdą regulacją przychodzi więc ryzyko, że jej łączny efekt będzie niekorzystny, przy czym korzyści dla konkretnych grup będą zazwyczaj łatwe do zauważenia, koszty zaś i konsekwencje długoterminowe ukryte zostaną znacznie głębiej.

Tematy: Rynek pracy

Komentarze: brak

  • Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją opinią!

Skomentuj artykuł