Ekonomia obfitości

O rzadkości zasobów i o tym jak sobie z nią radzimy

Bilet w jedną stronę

04 grudnia 2007
Autor: Michał Gancarski
Komentarze: 8 (RSS z komentarzami)

Słowa rozpoczynające każdy tekst stanowią strefę podwyższonego ryzyka. Determinują pierwsze wrażenie, które może odbić się na odbiorze całości i przyciągają banał niczym władza polityków. Najbezpieczniej będzie więc zacząć od zwykłego przywitania.

Nazywam się Michał Gancarski i chciałbym powitać Was na moim nowym blogu. Jego zaistnienie związane jest z kilkoma rzeczami, najważniejszą z nich zaś jest to, że jestem zwierzęciem dyskutującym i blogowanie po prostu polubiłem. Tworząc "Ekonomię obfitości" wypełniam do końca obietnicę, którą dałem jakiś czas temu czytelnikom "Żabich udek". Pierwsza jej część, Omlet, zapełnia się już treścią.

"Ekonomia obfitości" zajmować będzie się wszystkim tym, czego nie zmnieszczę pod szyldem Omleta, ze względu na jego tematykę i klimat hyde parku, który tworzę w swojej części. Skupię się więc na ekonomii i finansach oraz związkach pomiędzy nimi, a pozostałymi naukami społecznymi, polityką, nauką i kulturą. Tematy będę dobierał wedle sobie znanego klucza, w zależności od tego co uznam w danym momencie za interesujące, co oznacza mniej więcej tyle, że znaleźć się tutaj może dosłownie wszystko, byle podane z odpowiedniej perspektywy.

Co to będzie, co to będzie

Gdy rozpoczyna się nowe przedsięwzięcie, zazwyczaj ma się mocniej lub słabiej sprecyzowane powody dla jego uruchomienia. Roztacza się też jakąś wizję docelowej postaci, a przynajmniej kierunku, w których chce się pójść. Nie inaczej jest ze mną. Pisząc tego bloga, chciałbym osiągnąć co najmniej cztery cele:

  1. Zaoferować innym lekturę na tyle interesującą, by chcieli tutaj wracać i aktywnie komentować to, co zostanie napisane.
  2. Dać sobie możliwość uporządkowania poglądów i wyostrzenia spojrzenia na sprawy niestrawnie czasem poważne. Czym innym jest przecież własne zdanie posiadać, a czym innym umieć je wyrazić i obronić przed krytyką. Piasek w klarowne szkło zmienia się pod wpływem żywego ognia.
  3. Wykorzystać sposobność do zdobycia nowej wiedzy. Zakres tematyczny bloga będzie dość szeroki, więc żeby utrzymać jakiś poziom będę musiał starać się o rzetelne informacje z wielu dziedzin.
  4. Przyciągnąć autorów znacznie lepszych ode mnie i zachęcić ich do pisania na tyle, by stali się regularnymi współautorami, tworzącymi aktywnie klimat tego skrawka sieci.

Polityka

Nie mogę obiecać pisania regularnego niczym maszynowy ścieg. Poza Internetem też istnieje świat, w którym warto pić wino, tańczyć, pracować i czasem spać. Postaram się jednak napisać jeden nieco dłuższy tekst co dwa tygodnie, a w międzyczasie pozostawiać ślady w postaci krótszych notek. Napisanie czegoś bardziej wyczerpującego to jednak wydatek czasowy, a czas to jedyny zasób, którego nie da się odzyskać czy kupić.

Miejsce dla krótszych form znajdzie się min. w kategorii "Korespondencja", która obejmować będzie elektroniczną pocztę kierowaną przeze mnie do redakcji wydawnictw prasowych gdy jakiś artykuł do skłoni mnie do krótkiego komentarza. Pomysł nie jest mój, zapożyczyłem go od dra Donalda J. Boudreaux, prowadzącego blog "Market Correction". Spodobał mi się na tyle, że postanowiłem wprowadzić go w życie wraz z uruchomieniem "Ekonomii obfitości".

Politykę odnośnie komentarzy wykalibrowałem na dużą dawkę liberalizmu. Żaden komentarz nie zostanie wstrzymany do zatwierdzenia, chyba że Akismet uzna go za spam. W takim wypadku komentarz z dużym prawdopodobieństwem przepada. Powód jest prosty - gdy spamowe boty dobiorą się do jakiegoś bloga, to zaczyna się prawdziwy najazd. Nie mam ochoty na przeglądanie kilkuset zablokowanych komentarzy tygodniowo tylko po to, by sprawdzić czy któryś z nich nie jest spamem. Myślę jednak, że wystarczy napisać do mnie maila, że jest jakiś problem bo wysłany komentarz się nie pojawił. Przywrócenie go w wyniku prośby to co innego niż przegrzebywanie spamu za każdym razem gdy takowy się pojawi.

Zapraszam serdecznie

W którejś z najbliższych notek wyjaśnię dlaczego przyjąłem taki, a nie inny tytuł oraz co stało się z innymi, które mogły "Ekonomię obfitości" zastąpić i o co w nich chodziło. Design z pewnością ulegać będzie drobnym modyfikacjom i tutaj bardzo prosiłbym o wszelkie sugestie. Zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o wygodę korzystania z serwisu.

Pozostaje mi życzyć Czytelnikom miłej lektury, sobie zaś jak największej liczby czytelników i komentarzy!

Tematy: Pozostałe

Komentarze: 8

  • 1 Piotr Gasiorek // 04 grudnia 2007 o godzinie 14:36

    Pierwszy???!!!! ;-)
    Trzymam kciuki i na pewno będę zaglądał.
    Powodzenia.

  • 2 Michał Gancarski // 04 grudnia 2007 o godzinie 14:42

    No pierwszy, pierwszy! Gratuluję. Jeszcze wyłączę to wyświetlanie buziek zamiast cywilizowanych, tekstowych emotikon.

  • 3 skx // 04 grudnia 2007 o godzinie 14:55

    Świetny początek.
    Teraz jeszcze czekam na post z "lekturą uzupełniającą" czyli linkami.

    Aha, dodaj też, że podanie adresu e-mail jest obowiązkowe.

  • 4 Piotr 'Orlinos' Kozłowski // 04 grudnia 2007 o godzinie 19:53

    Hm, może się czegoś nauczę... Powodzenia!

  • 5 Michał Gancarski // 04 grudnia 2007 o godzinie 21:11

    Jeśli ktokolwiek (łącznie ze mną) się tu czegoś nauczy, to będzie to już odrobina sukcesu. Nie napisałem tego w poście otwierającym ale liczę na mocną krytykę, podważanie tez, dopytywanie się. Nie mam żadnego zewnętrznego recenzenta, a samemu nie można być tak krytycznym jak osoby trzecie. Zawsze braknie pomysłu na dialog z samym sobą albo, co gorsza, pojawi się pokusa do odpuszczenia sobie poprzez pominięcie niektórych detali czy niedokładne przemyślenie argumentu.

  • 6 Piotr Gasiorek // 06 grudnia 2007 o godzinie 07:21

    Michale. Sądzę, że na wytrawnych flejmłoriorów z Usenetu możesz liczyć. Nic bowiem tak nie cieszy, jak możliwość przyczepienia się do drobnej nawet nieścisłości. Tak więc, łocz jor steps! Nię będzie lekko ;-)

    --
    pq

  • 7 Michał Gancarski // 06 grudnia 2007 o godzinie 10:02

    I świetnie! A gdyby jeszcze udawało się czasem rozpętać szaloną, samonapędzającą się wojnę na komentarze, której po prostu mógłbym się z zadowoleniem przyglądać...

    [tu wyobrazić sobie demoniczny śmiech]

  • 8 Piotr Gasiorek // 06 grudnia 2007 o godzinie 10:47

    Zaczniemy z niskiego pułapu:
    Wojny na komentarze ssą!
    ;-)

Skomentuj artykuł