Ekonomia obfitości

O rzadkości zasobów i o tym jak sobie z nią radzimy

Policjanci i amatorzy

17 grudnia 2007
Autor: Michał Gancarski
Komentarze: 6 (RSS z komentarzami)

Wersja popularna:

  • Dlaczego policja ściga pijanych kierowców?
  • Ponieważ są poważnym zagrożeniem dla życia pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Wersja alternatywna:

  • Dlaczego policja ściga pijanych kierowców?
  • Pijani kierowcy nie są profesjonalnymi przestępcami i stosunkowo niewielkie nakłady na ich wykrywanie mogą poprawić policyjne statystyki niekoniecznie poprawiając ogólny poziom bezpieczeństwa praworządnych obywateli. Za obywatela praworządnego uznaję osobę, która zazwyczaj trzyma się reguł zawartych w polskim prawie, a czynności noszące znamiona przestępstwa nie są dla niej głównym zajęciem, ani zarobkowym ani hobbystycznym. Jest to definicja nieprecyzyjna ale zupełnie wystarczająca.

Umundurowani zawodowcy

Policja, jak każda organizacja, dysponuje ograniczonymi zasobami. Osoby decydujące o strategii działań przez nią podejmowanych muszą wskazać jaka część budżetu przeznaczona zostanie na walkę z przestępczością zorganizowaną, jaka na przestępczość komputerową czy prewencję, a jaka na poprawę bezpieczeństwa na drogach. Środki przekazane jednemu wydziałowi nie zostaną przekazane pozostałym.

Sprawność policji jest problemem nie tylko publicznym ale i politycznym. W Polsce tą konkretną służbą kieruje Komendant Główny Policji, którego zwierzchnikiem jest minister spraw wewnętrznych. Minister spraw wewnętrznych, jako członek rządu, podlega min. ocenie opinii publicznej i, do pewnego stopnia, kontroli parlamentarnej. Opinia publiczna, którą z dobrą dokładnością można utożsamić z elektoratem, wiedzę o sprawności policji czerpie zazwyczaj z dwóch źródeł: osobistego doświadczenia i z przekazu medialnego. Sygnały wysyłane przez oba z nich wpływają na decyzje wyborcze, wywierając pośredni wpływ na pracę organów odpowiedzialnych za porządek publiczny.

Doświadczenie osobiste jest trudne do zmierzenia. Składa się na nie nie wiele czynników znajdujących się poza kontrolą zainteresowanych służb. Ktoś policji może po prostu nie lubić, ktoś inny będzie miał szczęście mieszkać w okolicy wyjątkowo bezpiecznej bez względu na starania stróżów prawa. Specyfika przekazu medialnego jest zupełnie inna. W cenie są jednostkowe, drastyczne przypadki komentowane przez zagregowane dane pochodzące z odpowiednich statystyk.

Zgodnie z powyższym istnieją dwa podstawowe sposoby na poprawę notowań policji, a więc i odpowiedniego ministra, w oczach elektoratu. Po pierwsze, można zadbać o to by bezpośredni kontakt z funkcjonariuszami lepiej odpowiadał społecznym oczekiwaniom. Do działań tego typu zalicza się min. wysyłanie patroli w bardziej niebezpieczne miejsca czy usprawnienie procesu reakcji na telefoniczne zgłoszenia.

Drugą metodą dającą szanse na zwiększenie popularności policji jest poprawa statystyk pokazujących efekty jej działań.

Magia statystyk

Narzędzia statystyczne są znakomitym sposobem na analizę rzeczywistości. Niestety, pozwalają też na całkowite zatarcie prawdy i zniekształcenie odbioru tego co wokół nas się dzieje. Poprzez odpowiednią manipulację danymi można modyfikować zarówno powszechny ich odbiór na poziomie elektoratu jak i wpływać na ciała decyzyjne wydające rekomendacje i polecenia co do będących w użyciu metod przeciwdziałania problemom, którymi zajmują się min. służby dbające o bezpieczeństwo wewnętrzne.

Przypuśćmy, że w roku 2009 dowiemy się, że wykrytych zostało więcej przypadków korupcji niż w roku 2008. Jaki z tego płynie wniosek? Czy skuteczność działania wydziałów antykorupcyjnych wzrosła, pozwalając na złapanie za rękę większej liczby przestępców? A może jest odwrotnie i łapówkarze wraz ze skorumpowanymi urzędnikami rozzuchwalili się jeszcze bardziej, załatwiając więcej spraw "pod stołem"? Przeciwstawne wnioski może przynieść też np. wykazanie, że w roku 2009 liczba zatrzymanych pijanych kierowców wzrosła o, powiedzmy, 5% w stosunku do roku poprzedniego. Może to oznaczać, że pomimo działań policji problem się rozszerza, albo też stanowić dowód na rosnącą skuteczność w wyłapywaniu nieodpowiedzialnych kierowców. Co gorsza, nie dość, że trudno jest stwierdzić, który wniosek jest zgodny z prawdą, to jeszcze na jego podstawie trzeba stworzyć plany działania na kolejne lata. Czy należy większą część środków przeznaczyć na drogówkę? A może jest już na tyle dobrze, że lepiej będzie skoncentrować się np. na pobiciach w co bardziej niebezpiecznych dzielnicach albo na zakupie większej partii komputerów dla komend i komisariatów?

Co ciekawe, pokazanie, że policja nie radzi sobie na jakimś obszarze tak dobrze jak oczekiwałaby tego opinia publiczna może być nie tylko powodem do zmiany obsady najwyższych stanowisk ale i początkiem skutecznych nacisków na zwiększenie policyjnego budżetu. Wykorzystując więc w sprytny sposób gromadzone dane i przedstawiając je w odpowiedni sposób można przekonać elektorat i parlamentarzystów, że z powodu kiepskich (a może przeciwnie - bardzo dobrych?) wyników należałoby zwiększyć wymiar finansowania i uprawnienia funkcjonariuszy. Nawet jeśli nie byłoby solidnych powodów by twierdzić, że poprawi to efektywność policji.

Amatorzy w łamaniu prawa

Policjanci walczą z wieloma rodzajami przestępstw. Całość ich działań można przedstawić jako pole bitwy, na którym jedna organizacja stara się tak modyfikować swoją aktywność by móc sprostać przeciwnikom na tyle różnorodnym, że wymagają oni zupełnie odmiennych metod walki. Komputerowe piractwo zwalczane jest za pomocą narzędzi innych niż w przypadku chuligaństwa na stadionach piłkarskich czy radzenia sobie z wysokim odsetkiem pijanych kierowców wśród ogółu prowadzących.

Decydując się na taki, a nie inny podział zasobów, osoby odpowiedzialne za sprawność policji wskazują nie tylko ile energii funkcjonariusze przeznaczą na zmagania z przeciwnikami o konkretnym profilu ale też do jakiego stopnia niebezpieczna i kosztowna będzie to walka. Zbir uzbrojony w pałkę i nóż czy mafijny żołnierz z pistoletem ukrytym pod kurtką stanowią bezpośrednie zagrożeniem dla zdrowia i życia ścigającego ich policjanta. Potężny, dysponujący wieloma milionami złotych przestępca podatkowy lub sprytny, doświadczony komputerowy włamywacz mogą z kolei być bardzo trudni do uchwycenia, a przecież trzeba jeszcze zgromadzić przeciwko nim odpowiednio silne dowody.

Takich osobników można określić jako przestępców profesjonalnych. Łamanie prawa jest dla nich sposobem na życie i na zarobek. Można się więc spodziewać, że będą w swoim fachu dobrze wyszkoleni, a konkurencja w okupowanych przez nich obszarach "rynku" sprawi, że swoje umiejętności będą ciągle doskonalić. Jako przeciwnicy będą więc trudni do pokonania, a o spektakularne sukcesy w walce z nimi będzie niezwykle ciężko co sprawi, że regularne karmienie mediów pozytywnymi doniesieniami w tego rodzaju przypadkach nie będzie możliwe. Co gorsza, jeśli policja będzie w stanie wykazać się pomyślnym zamknięciem głośnej sprawy dotyczącej, przykładowo, olbrzymiej, w pełni profesjonalnej wytwórni i sieci dystrybucji pirackich kopii filmów czy nagrań muzycznych, ciężko będzie określić na ile rzecz przełoży się na bezpieczeństwo rzeczywiste i na subiektywne poczucie bezpieczeństwa wśród członków elektoratu.

Zupełnie innym typem adwersarza są amatorzy tacy jak kierowcy znajdujący się pod wpływem alkoholu. Wsiadanie za kierownicę po dużej dawce napojów wyskokowych nie jest dla nich sposobem na zarabianie. Ciężko też mówić mówić tu o ciągłym podnoszeniu umiejętności, chyba że chodzi o szósty zmysł pozwalający na omijanie pobliskich patroli. Z punktu widzenia zwalczającej ich policji mają oni dwie inne bardzo ważne zalety. Po pierwsze, są medialni bo bezpieczeństwo na drogach jest problemem, który dotyka większość członków opinii publicznej, a przy braku ciekawych nowinek zawsze można wypełnić ramówkę czy powierzchnię na internetowym portalu doniesieniem o kolejnym rekordziście, który wsiadł za kółko mając tyle to, a tyle promili alkoholu we krwi. Po drugie, bardzo łatwo zrobić z nich wroga publicznego numer jeden, bo proste odpowiedzi na trudne pytania ("dlaczego na drogach jest tak niebezpiecznie?") znacznie łatwiej jest sprzedać, spychając przy okazji na dalszy plan problemy takie jak jakość i gęstość sieci drogowej.

Są więc pijani kierowcy tym rodzajem przeciwnika, z którym walka wiąże się z relatywnie niskim zagrożeniem dla życia funkcjonariuszy, a który idealnie wpasowuje się w pracę masowych środków przekazu, a więc i w to, co chcą usłyszeć odbiorcy tworzący opinię publiczną.

Co z tymi pijakami?

Biorąc pod uwagę trzy wymienione wyżej czynniki (otoczenie polityczne i społeczne, problemy z dopasowaniem danych statystycznych i płynących z nich wniosków do rzeczywistości, ryzyko i medialność związane ze ściganiem konkretnego rodzaju przestępstw) można zadać sobie pytanie na ile obecna struktura organizacyjna i metody działania policji rzeczywiście przyczyniają się do poprawy szeroko rozumianego bezpieczeństwa obywateli. Trudno ukryć, że bodźce działające na stosownych decydentów mogą pchnąć ich nie w kierunku dobrego wykonywania swojej pracy (zabezpieczenia życia, zdrowia i mienia obywateli) lecz tam, gdzie leży ich własny interes, który niekoniecznie musi być zgodny z interesem publiki. Co więcej, niezgodność obu interesów przykryć można konstruując w sposób odpowiedni dane wykorzystywane później w publicznej debacie.

Czy takim razie w ogóle nie warto zajmować się bezpieczeństwem na drogach? Oczywiście zajmować się trzeba. Być może jednak pochłania to zbyt wiele pieniędzy kosztem innych sfer dotykających porządku publicznego w stopniu równie znaczącym, za to zaniedbanych w wyniku działania bodźców wytworzonych przez społeczno-polityczny kontekst, w którym działają organizacje państwowe, w tym policja. Warto pamiętać, że każda złotówka przeznaczona na walkę z drogowym pijaństwem to również złotówka mniej na przeciwdziałanie rozbojom, korupcji czy naruszeniom mienia.

Dyskusja

Jestem bardzo ciekaw co o temacie sądzicie Wy, Czytelnicy. Z premedytacją nie użyłem żadnych danych statystycznych. Media bombardują nimi odbiorców z dużą regularnością, nie oferując przy tym żadnej poważniejszej refleksji na temat tego, co z nich tak naprawdę wynika. Chciałem pójść w drugą stronę - pozostawić liczby za sobą i skupić się na pewnych prawidłowościach i ogólnikowym przedstawieniu problemów, które od samych danych są niezależne. Tekst ten jest więc raczej czymś w rodzaju zbioru krótkich notatek, wersją niedokończoną, którą chciałbym uzupełnić poprzez dyskusję.

Na wszelki wypadek zaznaczę, że sceptycznie podejdę do następujących stwierdzeń:

  1. "Policjanci są na ulicach dla naszego bezpieczeństwa, a nie dla statystyk". W mojej propozycji intencje, dla których dana organizacja została powołana do życia nie mają znaczenia. Interesują mnie bodźce i naciski jakim podlegają jej członkowie.
  2. "Pijani kierowcy to poważne zagrożenie". Cóż, poważnym zagrożeniem są również przestępcy profesjonalni, działający poza prawem z premedytacją i przez większość swojego zawodowego życia.
  3. "Ale statystyki pokazują, że...". Dane statystyczne chętnie przyjmę ale miło by mi było, gdyby zostały poparte solidną argumentacją przemawiającą za wnioskami, które z ktoś z nich wyciąga.
  4. "A gdyby jakiś pijak przejechał twoją mamę?". Póki co nie przejechał. Nie da się jednak ukryć, że moja matka była ofiarą kradzieży już kilkukrotnie. Ja natomiast ciągle nie czuję się bezpiecznie na niektórych ulicach po zmroku, nawet pomimo tego, że ktoś dba o to, by nie poruszali się po nich pijani kierowcy. Byłem też świadkiem groźby z użyciem broni palnej, na które to wydarzenie stojący niedaleko policjanci nie zareagowali. Poprawa w kwestii napaści bezpośrednich zrobiłaby więcej dla mojego poczucia bezpieczeństwa niż próba generowania atmosfery zagrożenia ze strony pijanych kierowców.
  5. "Sugerujesz, że jazda po pijaku jest OK?". Nie sugeruję. To nie jest tematem tej notki.

Tematy: Państwo i polityka

Komentarze: 6

  • 1 Conrados // 18 grudnia 2007 o godzinie 09:57

    Niestety, mam podobne wrażenie, że często podejmowane są działania dla podciągnięcia statystyk a nie likwidacji poważnej przestępczości. Ot choćby ta sprawa ze zlikwidowaniem serwisu udostępniającego napisy do filmów i kreowaniu z tego sukcesu walki z piractwem. Tak to już jest, że łatwiej dopaść nieszkodliwe lub mało znaczące płotki i trąbić o udanym połowie niż zmierzyć się z dużą rybą.

  • 2 Michał Gancarski // 18 grudnia 2007 o godzinie 11:40

    Jeśli chodzi o takie sprawy jak zamykanie sieci komputerowych w akademikach czy serwisów z napisami pod pretekstem walki z piractwem, to dochodzą tutaj jeszcze dwa czynniki:

    1. Policja może pokazać, że potrafi walczyć także z przestępczością komputerową co wymaga nowoczesnych środków i daje podstawy do twierdzenia, że nasi funkcjonariusze radzą sobie z technicznymi nowościami.

    2. Nie można zapomnieć o naciskach ze strony dystrybutorów i producentów filmów i muzyki, którzy dbają w ten sposób o zachowanie swojego status quo. Nie ma w tym niczego złego, każda organizacja jest powoływana po to by działać i czegoś dokonywać, będzie więc walczyć o swoją pozycję. Byle tylko nie popadać w paranoję.

    Kwestia własności intelektualnej rodzi problemy już na poziomie konstrukcji samego pojęcia. Z pewnością będę miał wiele okazji by o tym napisać.

  • 3 Michał Burek // 19 grudnia 2007 o godzinie 00:17

    Statystyka to jest tylko narzędzie. Żeby z niego korzystać, trzeba mieć podstawę do interpretacji. Niektórzy wkładają statystykę pomiędzy "nie do końca prawdę" a fałsz absolutny. Ale statystyka nie kłamie - kłamliwa może być tylko jej interpretacja. Ciężko oceniać dane o wykrywalności np. przemytu, bo nigdy do końca nie wiadomo ile towaru przedostało się przez granicę. Jasne, można interpretować kolejną statystykę, mówiącą o tym, ile towaru sprzedano na rynku. To daje nam trochę pełniejszy obraz.
    Nie zastanawiałem się nigdy nad oceną działalności ministra spraw wewnętrznych na podstawie statystyki wykrywalności pijanych kierowców. Co do innych przestępstw, to wydaje mi się, że lepiej dla samej wykrywalności jest, kiedy pewne informacje nie wychodzą w ogóle na jaw. Moją dużą nieufność budzi chełpienie się złowioną płotką. Płotki najczęściej się utrzymuje, bo są one dobrym źródłem informacji.
    Co do pijanych kierowców - być może nagłaśnianie ich sprawy ma większy związek z profilaktyką, niż z kreowaniem poparcia dla jakiegoś polityka. Przekaz medialny, mówiący o niesamowitej skuteczności w ich wykrywaniu, raczej nie przekona kogoś, kto miał bezpośredni kontakt z naszymi służbami, ich opieszałością, kompletnym brakiem reakcji.
    I tu chciałbym dojść do kwestii organizacji. Z pewnością jest coś w prawidłowości, którą nakreśliłeś. Ale układ jest dużo bardziej złożony, a organizacja - niejednorodna. Jest tam co najmniej tyle stopni nacisku i form motywacji, ile stopni w policji. Zachowanie zwykłego stójkowego może być w jakimś stopniu sterowane odgórnie, ale w dużej mierze zależy od zwykłego strachu, wygodnictwa, braku motywacji finansowej i motywacji finansowej każącej mu wykazywać się wykryciem przestępstwa, nieważne jakiego kalibru.
    Podejrzewam tu raczej siły związane z bezwładem układu, niż świadomą intencję kreowania czegokolwiek. Bo jak można wyjaśnić tą absurdalną biurokrację?

  • 4 Michał Gancarski // 20 grudnia 2007 o godzinie 20:50

    @Michał Burek

    "
    Co do pijanych kierowców - być może nagłaśnianie ich sprawy ma większy związek z profilaktyką, niż z kreowaniem poparcia dla jakiegoś polityka. Przekaz medialny, mówiący o niesamowitej skuteczności w ich wykrywaniu, raczej nie przekona kogoś, kto miał bezpośredni kontakt z naszymi służbami, ich opieszałością, kompletnym brakiem reakcji.
    "

    Widzisz, tutaj właśnie pojawia się problem interpretacji danych. Nie każdy miał kontakt z policją bliższy niż mijanie stojącego patrolu, więc jakaś część społeczeństwa będzie patrzeć na statystyki pokazywane w mediach. Tym samym wracamy do pytania, czy to, że rok wcześniej pijanych kierowców zatrzymano mniej to efekt spadku efektywności w wykrywaniu czy też raczej wynik wzmożonego strachu przed zatrzymaniem. Jeśli zgodna z prawdą jest interpretacja druga, to czy należy dziękować policji czy też raczej spojrzeć na zmianę w wartości przeciętnego samochodu, którym Polak wyrusza w trasę? Można przecież argumentować, że wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa i klasy samochodów przez nie użytkowanych, mniejsza będzie skłonność kierowców do narażania się na wypadek i dalsze koszty związane nie tylko z utratą prawa jazdy ale też z większymi wydatkami po odnowieniu uprawnień (wyższe koszty polisy, koszt samego pojazdu przy braku ubezpieczenia AC).

    "
    I tu chciałbym dojść do kwestii organizacji. Z pewnością jest coś w prawidłowości, którą nakreśliłeś. Ale układ jest dużo bardziej złożony, a organizacja - niejednorodna. Jest tam co najmniej tyle stopni nacisku i form motywacji, ile stopni w policji. Zachowanie zwykłego stójkowego może być w jakimś stopniu sterowane odgórnie, ale w dużej mierze zależy od zwykłego strachu, wygodnictwa, braku motywacji finansowej i motywacji finansowej każącej mu wykazywać się wykryciem przestępstwa, nieważne jakiego kalibru.
    "

    To prawda. Nie zagłębiałem się w problem ale to co napisałeś można spokojnie podpiąć do tez z mojego wpisu. Jeśli popatrzeć na polską policję jak na czarną skrzynkę (tzn. wysyłamy sygnał do środka i otrzymujemy sygnał zwrotny, nie znając szczegółów działania), to możemy poprzestać na tym, co już zostało napisane. Twoje zastrzeżenie dotyczy sytuacji, w której przyglądamy się bliżej strukturze wewnętrznej. W takim przypadku motywacje poszczególnych członków organizacji składają się na łączny obraz jej działania. Dostajemy więc wygodnictwo i brak lub złą konstrukcję bodźców do lepszej pracy, długie oczekiwanie na patrol po zgłoszeniu zdarzenia i tak dalej.

    "
    Podejrzewam tu raczej siły związane z bezwładem układu, niż świadomą intencję kreowania czegokolwiek. Bo jak można wyjaśnić tą absurdalną biurokrację?
    "
    Biurokracja ma tę ciekawą cechę, że na pewnym poziomie złożoności dalszy jej rozrost jest uzasadniony dalszym jej rozrostem (!). Chodzi o to, że struktura może stać się na tyle skomplikowana, że tworzone są dodatkowe jej elementy służące tylko temu, by obsłużyć i wspomóc już działające. Na takie ryzyko narażona jest każda organizacja, która ma charakter podobny do instytucji państwowej, czy mówimy o jakimś ministerstwie czy też o tworach w stylu Agencji Rynku Rolnego. Takie instytucje nie są zazwyczaj narażone na działanie konkurencji bo według prawa mają na swoje działanie zagwarantowany monopol (nie można przecież stworzyć prywatnego ministerstwa o kompetencjach już instniejącego odpowiednika i z nim konkurującego), a środki na swoje działanie pozyskują nie drogą dobrowolnych płatności od swoich klientów tylko poprzez zabieganie o dodatkowy udział w puli pieniędzy zabranych pod przymusem, a pochodzących z podatków, parapodatków, opłat licencyjnych i koncesyjnych, obowiązkowych składek itp. Sytuacja taka jest o tyle niepokojąca, że organizacja działająca według tego modelu jest w zasadzie finansowo uniezależniona od decyzji osób, którym ma służyć.

  • 5 Michał Burek // 20 grudnia 2007 o godzinie 23:29

    Polska policja nie jest czarną skrzynką, nie wysyła jednoznacznych odpowiedzi i sygnałów. Nawet gdyby miała być jakąś skrzynką, to była by pewnie niebieska ... w różowe ciapki.
    Co do statystyk - to chyba jest jednak jakiś sposób na stwierdzenie, skąd wynika zmiana. W końcu to nie jest abstrakcyjna przestrzeń, w której możesz sobie dołożyć nieskończoną ilość zmiennych. Masz określoną ilość samochodów, ilość kierowców, dziur w drodze itd. Istnieje margines błędu, ale jesteś w stanie określić tendencję i jej przyczyny. Jeżeli nie jesteś, to dlatego, że nie chce Ci się wgłębić w temat - i wcale się temu nie dziwię:)
    Nie wiem czy przypadkiem chciałeś napisać po prostu o temacie zastępczym i mydleniu oczu, ale jest to praktyka popularna i obecna zawsze tam, gdzie istnieją jakieś niewygodne tematy, albo w ogóle nie ma o czym gadać. System, w którym bardziej opłaca się stwarzać pozory, niż wykazywać efektami pracy zawsze będzie systemem niewydolnym. Ale nie chcę wchodzić w politykę:)

  • 6 Michał Gancarski // 22 grudnia 2007 o godzinie 11:43

    @Michał Burek

    "(...)
    Co do statystyk - to chyba jest jednak jakiś sposób na stwierdzenie, skąd wynika zmiana. W końcu to nie jest abstrakcyjna przestrzeń, w której możesz sobie dołożyć nieskończoną ilość zmiennych. Masz określoną ilość samochodów, ilość kierowców, dziur w drodze itd. Istnieje margines błędu, ale jesteś w stanie określić tendencję i jej przyczyny.
    (...)"

    Powiedzenie o statystyce jako największym kłamstwie wypowiadają dwa rodzaje osób - te, które nie wiedzą o niej zupełnie nic ale chcą wyglądać na mądre i te, które w temacie poruszają się z wielką swobodą. Druga grupa po prostu wie, że bez odpowiedniego rozumowania statystyką można "udowodnić" wszystko, byle odpowiednio dobrać wskaźniki i nie dbać specjalnie o jakość teorii, która ma je wyjaśnić. Wbrew pozorom czynników jest bardzo wiele i może się okazać, że nie uwzględniliśmy tego kluczowego. Sam proponowałem by spojrzeć na klasę użytkowanych obecnie samochodów. Naprawdę chętnie zobaczyłbym zbiorczą charakterystykę pojazdów, którymi porzuszają się pijani kierowcy.

    "(...)
    Jeżeli nie jesteś, to dlatego, że nie chce Ci się wgłębić w temat - i wcale się temu nie dziwię:)
    (...)"

    Widzisz, to nie jest ważne, czy mi się chce. Zależało mi bardziej na pokazaniu jak szczątkowe dane pokazywane w mediach mogą stać się źródłem zwykłej dezinformacji, której wymowa zmieni się w zależności od podanej interpretacji. To, czy prawdę chce się wyciągać policji to osobna sprawa, bo tutaj znów wracamy do problemu tego do jakiego stopnia organizacji tej zależy na wypełnianiu swoich zadań, a do jakiego na dobrym prezentowaniu się.

    W grę wchodzi jeszcze wewnętrzna dynamika struktur policyjnych. Przecież kłamstwo lub błędna (bez premedytacji) interpretacja powstać może jeszcze na poziomie któregoś ze szczebli pośrednich. Obieg informacji wewnątrz również nie jest idealny, a osoby zajmujące się opracowywaniem danych i sporządzaniem raportów mogą być po prostu niekompetentne, myląc korelację ze związkiem przyczynowo-skutkowym. Bo czy nie jest tak, że noszenie przy sobie parasola wywołuje opady deszczu? Przecież gdy rankiem na ulice wychodzi więcej osób z parasolami, to najprawdopodobniej późniejszą porą zacznie padać.

    "(...)
    Nie wiem czy przypadkiem chciałeś napisać po prostu o temacie zastępczym i mydleniu oczu, ale jest to praktyka popularna i obecna zawsze tam, gdzie istnieją jakieś niewygodne tematy, albo w ogóle nie ma o czym gadać.
    (...)"

    Najgorzej by było gdyby rzeczywiście temat nie był wart wałkowania. Bo jeśli mamy płacić za rozwiązanie nieistniejących albo nierozwiązywalnych obecnymi metodami problemów, to jednak wolę już przyjąć, że oni wiedzą co robić i przynajmniej się starają.

    "(...)
    System, w którym bardziej opłaca się stwarzać pozory, niż wykazywać efektami pracy zawsze będzie systemem niewydolnym. Ale nie chcę wchodzić w politykę:)
    (...)"

    Ależ ten blog jest jak najbardziej od wchodzenia w politykę!

Skomentuj artykuł