Do: Bogdan Świąder (bogdan.swiader@infor.pl)
Szanowny Panie,
Pragnąłbym odnieść się do komentarza Pana autorstwa, który ukazał się w “Gazecie Prawnej” nr 245 (wtorek, 18 grudnia 2007). Chodzi mi o następujące fragmenty:
Dla świętego spokoju fundusze pobierają podatek przy przenoszeniu jednostek uczestnictwa w ramach subfunduszy.
(...)
Wolą się nie narażać i cicho siedzieć. Prawdę mówiąc, korzystają na tym podwójnie, bo mają spokojny sen, a 19-proc. podatek i tak obciąża inwestora.
Bezpośrednio traci inwestor, to prawda. Niemal jedna piąta zysku wypracowanego przez instrument, w który włożył pieniądze, odprowadzona zostaje do budżetu. Niestety, straty ponoszą także TFI i prowadzone przez nie fundusze. Dzieje się tak z trzech powodów.
Przede wszystkim, osoby decydujące się na zakup jednostek uczestnictwa w większości przypadków będą zdawały sobie sprawę z obowiązku podatkowego, który powstaje przy umorzeniu jednostki, która przyniosła zysk. Skoro tak, będą też brać pod uwagę fakt, że po zapłaceniu podatku zwrot z inwestycji okaże się znacznie niższy niż wynikało by to z samych zmian cen jednostek. Ryzyko inwestycyjne pozostaje na tym samym poziomie, bo z podatkiem czy bez rynek kapitałowy zachowuje się podobnie czyli dość kapryśnie i nieprzewidywalnie. To samo ryzyko i mniejsze zyski równają się obniżonej atrakcyjności danej formy inwestowania.
Drugą kwestią jest konkurencja ze strony innych produktów, które rywalizują z funduszami inwestycyjnymi w sposób mniej lub bardziej bezpośredni. Od pewnego czasu na polskim rynku dostępne są polisy na życie oparte o ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe oraz lokaty strukturyzowane, również "ubrane" w formę polisy na życie. Pierwszy instrument pozwala na odsunięcie podatku Belki aż do daty dożycia lub do momentu przerwania umowy. Korzystając z drugiego można podatku od zysków kapitałowych uniknąć całkowicie.
Otwierając polisę z UFK co prawda nadal inwestujemy w jakiś zbiór wybranych przez siebie FIO ale nie każdy fundusz dostępny na rynku będzie w tym przypadku dostępny dla inwestora. Oznacza to, że każda złotówka przekierowana pod wpływem argumentu podatkowego do polis inwestycyjnych czy lokat strukturyzowanych jest złotówką straconą dla FIO nie będących na liście UFK któregoś z towarzystw ubezpieczeniowych. Oczywiście kwestie podatkowe nie są jedynym powodem, dla którego potencjalny inwestor mógłby wybrać rozwiązanie alternatywne do bezpośredniego zakupu jednostek, niemniej stanowią dodatkowy atut i z pewnością wpływają na decyzje inwestycyjne posiadaczy kapitału.
W ten sposób dochodzimy do ostatniego czynnika czyli ogólnych efektów istnienia podatku od zysków kapitałowych. Poprzez jego pobieranie fiskus zmniejsza ilość środków, które trafiają do instytucji finansowych, a przez nie przekazywane są podmiotom będącym obiektem ich zainteresowania. Kurczy się łączna pula, która poprzez rynek rozdzielana jest pomiędzy firmami poszukującymi kapitału na dalszy rozwój, co jest równoważne z osłabianiem podstaw dla dalszego rozwoju gospodarki. Inwestycje są droższe, a środki pobierane w formie podatku wydawane są w sposób co najmniej dyskusyjny. Polskie instytucje państwowe nie są przecież czempionami efektywności i gospodarności.
Nie jest więc tak, że "belkowe" płacą tylko inwestorzy. Tak jak w przypadku każdego podatku, po kieszeni dostają także inne podmioty uczestniczące, pośrednio lub bezpośrednio, w opodatkowanej transakcji. Można dyskutować o sile i zasięgu zjawiska, nie należy jednak o nim zapominać, zwłaszcza gdy dochodzi do publicznej debaty.
Mogę tylko dodać, że dobrze by było gdyby pomysł zniesienia podatku od zysków kapitałowych nie przepadł w politycznych rozgrywkach i obecna ekipa rządząca wypełniła jedną z najcelniejszych zapowiedzi dotyczących polityki gospodarczej.
Z wyrazami szacunku,
Michał Gancarski
Komentarze: brak
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją opinią!
Skomentuj artykuł